czwartek, 3 grudnia 2009

poniedziałek, 30 listopada 2009

Fryderyk Szopen dla obcokrajowców i początkujących

Obrazek na konkurs "Uśmiech Chopina", którego celem, według organizatorów, "jest popularyzacja wiedzy o osobie i twórczośći Fryderyka Chopina w kraju i za granicą za pośrednictwem sztuki karykatury i rysunku satyrycznego".
Nic dodać, nic ująć. Trzymajcie kciuki.

sobota, 28 listopada 2009

piątek, 27 listopada 2009

Kurban Bayram, czyli milczenie owiec

Dzisiaj wypada Kurban Bayram, czyli muzułmańskie Święto Ofiarowania. Co pobożniejsi mahometanie pielgrzymują z tej okazji do Mekki, a ci, którzy nie mają na to czasu ani środków, zarzynają w tym dniu barana i obdarowują bliźnich baraniną.
Od starych bilkentczyków słyszałem o tym święcie dość makabryczne opowieści, jak to jucha z rytualnie zaszlachtowanych zwierząt płynie rynsztokami stromych uliczek Ulusu, jak to dokonuje się krwawej rzezi bezpośrednio na ulicy, a potem tamże piecze i gotuje poćwiartowane mięso... Słowem - niezły hardkor i wschodnie barbarzyństwo.
Powodowany płochą ciekawością zapragnąłem w końcu zobaczyć coś takiego na własne oczy i uwiecznić to na możliwie najbardziej krwawych i drastycznych fotografiach. Zerwałem się jak na siebie wyjątkowo wcześnie (biorąc pod uwagę, że był to dzień wolny od pracy), wskoczyłem w autobus i pojechałem na Ulus, czyli najstarszą część miasta otaczającą seldżucką cytadelę - jeżeli w przypadku Ankary można mówić o czymś takim jak starówka, to jest to właśnie tam. Miejscowa ludność to na ogół pochodzący z podankarskich wsi konserwatywni muzułmanie - panowie pod obowiązkowym wąsem, z włóczkową czapeczką na głowie, panie w mniej lub bardziej zaawansowanym stadium zachuszczenia. Spodziewałem się naprawdę mocnych wrażeń i oczami wyobraźni widziałem już na swoim blogu obrazki jak z World Press Photo, czyli krew, trupy, mięso i flaki.

No i co? No i figa z makiem (nb. pokazanie Turkowi figi, to gorzej niż w kulturze zachodniej pokazanie tzw. faka). Zresztą, proszę bardzo:




Miasto zupełnie wymarłe, oprócz paru znudzonych kotów żywej duszy na ulicach, wszystko pozamykane na głucho. Jestem rozczarowany, bardzo rozczarowany, jak powiedziałby Dr Manhattan.
Gdzie oni te wszystkie owce rezali, do licha?

czwartek, 26 listopada 2009

Straszne skutki świńskiej grypy

Cafe Inn to jedna z najpopularniejszych kafeterii na bilkenckim kampusie i zazwyczaj w porze lunchu ciężko znaleźć tam wolne miejsce, nie wspominając o kilometrowych kolejkach.
Tymczasem, na fali globalnej histerii grypowej, władze uniwerku odwołały wszystkie zajęcia w tym tygodniu, studenci porozjeżdżali się po domach i jest pusto i cicho. Dziękujemy ci, A/H1N1.