W przerwie między prezentacją kolejnych ilustracji do wierszy Juliana Tuwima - mój gwiezdnowojenny fanart, wykonany na prośbę pewnego młodego człowieka, który przypadkiem nie tylko jest moim imiennikiem, ale również podziela moją sympatię do pewnego niedużego, zielonego muppeta, posiadającego rzadką umiejętność wyciągania x-wingów z bagna bez użycia żadnych narzędzi.
sobota, 8 września 2012
środa, 5 września 2012
Halo, halo!
Kolejny nieśmiertelny klasyk z przygotowywanej przez Naszą Księgarnię antologii Julian i Irena Tuwim Dzieciom, do której miałem przyjemność* robić ilustracje.
-------------------------------------------------------------
*Nie jestem pewien, czy "przyjemność" jest właściwym słowem. Jeżeli już, to raczej na zasadzie "udręka i ekstaza", ze wskazaniem jednak na udrękę.
Edit: Drogi Czytelniku i Oglądaczu.
Nie, nic złego nie stało się z
Twoimi oczami. Przyczyna, dla której tekst (doskonale Ci zapewne
znanego) wiersza Juliana Tuwima stał się na powyższych
ilustracjach całkowicie nieczytelny jest następująca: Fundacja im.
Juliana Tuwima i Ireny Tuwim, będąca jedynym właścicielem
autorskich praw majątkowych do wszystkich utworów Juliana Tuwima i Ireny
Tuwim, prowadzi, jak się okazuje, niezwykle
restrykcyjną politykę dotyczącą używania tekstów obojga autorów w
materiałach promocyjnych. Najwyraźniej posty na moim blogu zostały
uznane za materiały promocyjne, bo zostałem stanowczo poproszony o
usunięcie z nich towarzyszących ilustracjom wierszy. Ponieważ
doszedłem do wniosku, że prezentacja rozkładówek bez warstwy
typograficznej psuje ich kompozycję, postanowiłem tekst
pozostawić, lecz jednocześnie zamienić go w ciąg niemożliwych do
odczytania rozmazanych plam.
Jeżeli, Drogi Czytelniku i Oglądaczu,
cisną Ci się w tej chwili na usta wykrzykniki typu „absurd!”,
„idiotyzm!”, „paranoja!”, „co za czasy!” tudzież inne,
być może bardziej dosadne, to wiedz, że masz moje pełne poparcie.
Gdybyś natomiast chciał mimo wszystko
odświeżyć sobie treść wiersza, do którego ilustracje prezentuję w tym poście, to znajdziesz go na przykład tutaj.niedziela, 2 września 2012
Okulary
Kolejna rozkładówka z antologii Julian i Irena Tuwim Dzieciom, która jesienią ukaże się nakładem wydawnictwa Nasza Księgarnia.
Edit: Drogi Czytelniku i Oglądaczu.
Nie, nic złego nie stało się z
Twoimi oczami. Przyczyna, dla której tekst (doskonale Ci zapewne
znanego) wiersza Juliana Tuwima stał się na powyższej
ilustracji całkowicie nieczytelny jest następująca: Fundacja im.
Juliana Tuwima i Ireny Tuwim, będąca jedynym właścicielem
autorskich praw majątkowych do wszystkich utworów Juliana Tuwima i Ireny
Tuwim, prowadzi, jak się okazuje, niezwykle
restrykcyjną politykę dotyczącą używania tekstów obojga autorów w
materiałach promocyjnych. Najwyraźniej posty na moim blogu zostały
uznane za materiały promocyjne, bo zostałem stanowczo poproszony o
usunięcie z nich towarzyszących ilustracjom wierszy. Ponieważ
doszedłem do wniosku, że prezentacja rozkładówek bez warstwy
typograficznej psuje ich kompozycję, postanowiłem tekst
pozostawić, lecz jednocześnie zamienić go w ciąg niemożliwych do
odczytania rozmazanych plam.
Jeżeli, Drogi Czytelniku i Oglądaczu,
cisną Ci się w tej chwili na usta wykrzykniki typu „absurd!”,
„idiotyzm!”, „paranoja!”, „co za czasy!” tudzież inne,
być może bardziej dosadne, to wiedz, że masz moje pełne poparcie.
Gdybyś natomiast chciał mimo wszystko
odświeżyć sobie treść wiersza, do którego ilustrację prezentuję w tym poście, to znajdziesz go na przykład tutaj.sobota, 1 września 2012
Nagle zjawia się pan Słowik
Uzyskałem właśnie specjalne pozwolenie na ujawnienie części projektu, nad którym wypruwałem sobie flaki od końca marca do końca lipca, a mianowicie ilustracji do książki Julian i Irena Tuwim Dzieciom, która ukaże się jesienią nakładem Naszej Księgarni. Będzie to licząca sobie dobrze ponad 250 stron antologia twórczości dla dzieci wielkiego poety i jego nieco mniej znanej siostry, pamiętanej głównie jako autorka polskiego przekładu Kubusia Puchatka.
Będę sukcesywnie wrzucał na bloga wybrane rozkładówki (powstało ich w sumie sto, więc materiału jest sporo), zatem zapraszam do regularnych odwiedzin i jednocześnie obiecuję, że tak długi jak ostatnio przestój w pojawianiu się nowych postów w najbliższym przynajmniej czasie nie powinien mieć miejsca.
Na początek: wiersz o artyście, który cokolwiek zatracił poczucie czasu i kazał na siebie czekać. W sumie dość a'propos.
Edit: Drogi Czytelniku i Oglądaczu.
Nie, nic złego nie stało się z
Twoimi oczami. Przyczyna, dla której tekst (doskonale Ci zapewne
znanego) wiersza Juliana Tuwima stał się na powyższej
ilustracji całkowicie nieczytelny jest następująca: Fundacja im.
Juliana Tuwima i Ireny Tuwim, będąca jedynym właścicielem
autorskich praw majątkowych do wszystkich utworów Juliana Tuwima i Ireny
Tuwim, prowadzi, jak się okazuje, niezwykle
restrykcyjną politykę dotyczącą używania tekstów obojga autorów w
materiałach promocyjnych. Najwyraźniej posty na moim blogu zostały
uznane za materiały promocyjne, bo zostałem stanowczo poproszony o
usunięcie z nich towarzyszących ilustracjom wierszy. Ponieważ
doszedłem do wniosku, że prezentacja rozkładówek bez warstwy
typograficznej psuje ich kompozycję, postanowiłem tekst
pozostawić, lecz jednocześnie zamienić go w ciąg niemożliwych do
odczytania rozmazanych plam.
Jeżeli, Drogi Czytelniku i Oglądaczu,
cisną Ci się w tej chwili na usta wykrzykniki typu „absurd!”,
„idiotyzm!”, „paranoja!”, „co za czasy!” tudzież inne,
być może bardziej dosadne, to wiedz, że masz moje pełne poparcie.
Gdybyś natomiast chciał mimo wszystko
odświeżyć sobie treść wiersza, do którego ilustrację prezentuję w tym poście, to znajdziesz go na przykład tutaj.
piątek, 29 czerwca 2012
Mexico
Jak onegdaj obiecałem - mapa Meksyku (ze szczególnym uwzględnieniem Jukatanu) z majowego numeru National Geographic Traveler.
piątek, 15 czerwca 2012
I cóż, że ze Szwecji?
Z powodu katastrofalnego (nawet jak na mnie) zawalenia pracą wziąłem na jakiś czas urlop w National Geographic, ale w najnowszym numerze NGT można zobaczyć moją mapę Szwecji, którą rysowałem jakiś miesiąc temu. Do kartografii mam nadzieję wrócić dopiero gdzieś w sierpniu, więc przez jakiś czas na blogu nawet tych bidnych mapek nie będzie... A nie, przepraszam. Mam w zanadrzu jeszcze jedną zaległą mapkę z majowego numeru, której zapomniałem tu zaprezentować, więc pewnie niedługo wyjmę ją z zamrażalki i wrzucę tutaj.
Tymczasem - kraj, o którym tyle się naczytałem, a do którego jakoś nigdy nie miałem okazji pojechać. A bardzo chciałbym, zwłaszcza teraz, kiedy temperatura w Ankarze nie schodzi poniżej 30 stopni nawet w nocy, mózg się lasuje z gorąca, a ręce przyklejają do tabletu.
W Sevedstorp w pobliżu Vimmerby znajdują się trzy drewniane, pomalowane na czerwono domki, które były pierwowzorem trzech zagród z pewnej ukochanej przeze mnie (i, jak sądzę, również przez p.t. Czytelników i Oglądaczy) książeczki. W zagrodach tych mieszkała szóstka dzieci, na mapie zmieściła się niestety tylko trójka. Przynajmniej nie rozdzieliłem rodzeństwa...
Na zakończenie: szarmancki łoś (Alces alces).
niedziela, 3 czerwca 2012
Jak co roku - wystawa
Z powodu katorżniczej pracy, której w dalszym ciągu się oddaję, blog leży odłogiem, zaniedbany w sposób absolutnie skandaliczny. Wydarzenie, o którym traktuje niniejszy post miało miejsce dobre dwa tygodnie temu, bo wtedy mniej więcej kończył się na Bilkencie rok akademicki a zaczynała sesja, i wtedy też na ścianach pośpiesznie i niezbyt dokładnie odmalowanej pracowni zawisły prace studentów z kursu projektowania graficznego dla IV roku, który przez ostatnie dwa semestry prowadziliśmy wespół z moją koleżanką Birsu Çeltek.
Jest to zatem post drugiej, jeśli nie trzeciej zgoła świeżości, ale w sumie - lepszy taki, niż żaden.
Tak to wyglądało w całości. Są to prace tylko z pierwszego semestru, bo w semestrze wiosennym te cymbały i lenie nasi studenci pracowali nad tzw. senior projects, czyli z grubsza odpowiednikiem naszych dyplomów. Senior projects notabene miały kilka dni później swoją osobną wystawę, której w całym tym zamieszaniu zapomniałem porządnie udokumentować (no dobra, tak naprawdę nie bardzo mi się chciało, bo i za bardzo nie było warto). Alors - pierwszy semestr. Po prawej stronie można dojrzeć skromnie przycupnięte prace z mojego kursu ilustracji.
Ten piękny plakat sporządziła nasza studentka Cansel Ersoy; wredny wilczek z szaliczkiem to mój ezopowy portret, lisica na szpilkach to analogiczny konterfekt Birsu. Długouche ssaki poniżej to nasi studenci. Mało wyrafinowana symbolika, ale nader adekwatna.
A poniżej wspomniane już prace z kursu ilustracji. Nic nadzwyczajnego, jak sądzę.
Muszę wymyślić jakieś nowe fajne tematy na przyszły rok, bo te mi się już przejadły.
Subskrybuj:
Posty (Atom)























