niedziela, 25 kwietnia 2010

Where the wild things aren't

Poprzedni post, w którym użalałem się na ciężką dolę ilustratora zmagającego się z tyranią redaktorek i przedszkolanek, spotkał się ze zrozumieniem komentatorów, mających, jak mniemam, podobne doświadczenia na polskim rynku wydawniczym. Bardzo dziękuję Wam za słowa wsparcia; mimo wszystko krzepiąca jest myśl, że nie tylko ja uważam, że wydawcy trochę jednak przesadzają z tym mdląco słodkim mli-mli w książeczkach dla dzieci.

Oto kolejny przykład tego, jak czujne są panie cenzurujące moje obrazki i jak bezlitośnie wypunktowują wszystko, co choć troszkę przekracza intensywnością kaszkę mannę na mleku. Poniżej widać szkic przedstawiający dzika i wilka. Ilustracji mają towarzyszyć wierszyki Jana Brzechwy ("Dzik jest dziki, dzik jest zły / dzik ma bardzo ostre kły" itd.), więc pozwoliłem sobie trochę dzikości tych zwierzątek ostrożnie, ale jednak, pokazać:

Naturalnie mowy nie było, żeby taka wersja przeszła przez redaktorsko-przedszkolańskie sito. Z całym szacunkiem dla przedszkolanek, ale jest to chyba grupa zawodowa charakteryzująca się wyjątkowo wysokim poziomem strachliwości. Stanowczo poproszono mnie o usunięcie tych nastroszonych brwi i wyszczerzonych zębów, i w ogóle o podanie wilkowi i dzikowi jakiegoś prozaku czy innego antydepresanta. Efektem tego wszystkiego była kudłata świnka i duży pies o uśmiechu pedofila:

Tak wygląda gotowa ilustracja. Dużo wypchanych zwierząt w pięknych okolicznościach przyrody.
Broń boże, żeby lis zainteresował się zającem, albo wilk sarną. O nie. Tu musi być "przyjaźń między różnymi sprzecznymi zwierzętami" i koniec.

Przez chwilę zastanawiałem się, dlaczego w Polsce nikt jeszcze nie wydał tłumaczenia słynnej książki Maurice Sendaka o Dzikich Stworach. Sprawa jest prosta - ta historia jest zbyt niepedagogiczna, a ilustracje zbyt straszne, żeby można było narazić niewinne polskie dzieci na kontakt z klasykiem, który przez blisko pięćdziesiąt lat sprzedał się na całym świecie w ilości ok. 19 000 000 egzemplarzy.

18 komentarzy:

  1. Akurat odnośnie tej ilustracji, to wolałbym, aby wilk i dzik w książkach dla dzieci nie były przedstawiane jako negatywne postacie, bo to potem się utrwala i jak ludzie widzą wilka w lesie to najlepiej odstrzelić, bo przyjdzie w nocy i wszystkich zje :) Ale jest to właściwie zarzut pod adresem Brzechwy, a nie ilustratora.

    Poza tym, możesz spojrzeć na to tak: klient ma być zadowolony, więc jak woli bociana bez żaby, to nie ma sprawy jest bocian bez żaby. I tyle ;) Zresztą to właściwie lepiej (że bez żaby), bo potem dzieci będą myślały, że bociany jedzą przede wszystkim żaby.
    http://pl.wikipedia.org/wiki/Bocian_bia%C5%82y#Po.C5.BCywienie

    OdpowiedzUsuń
  2. Naturalnie, masz sporo racji.
    Ale z drugiej strony - zarówno wilk jak i dzik to zwierzęta niebezpieczne i mogą zrobić krzywdę. Nie chodzi przecież o to, żeby od razu łapać za fuzję i odstrzelić bestie, tylko, hmm, zachować bezpieczny dystans, nie?
    Dzik może przecież zachowywać się agresywnie, nawet, a może zwłaszcza taki, który był dokarmiany przez ludzi, bo nie boi się człowieka. A co do wilka - ja też uwielbiałem "Tańczącego z Wilkami" i zaczytywałem się Barriem i Londonem, ale raczej nie próbowałbym dzikiego basiora karmić kanapką z ręki.
    Zwierzęta to zwierzęta - nie twierdzę absolutnie, że są złe (czy kategorie etyczno-moralne mają zastosowanie w przypadku zwierząt w ogóle?), ale twierdzę, że bywają groźne. Bo są dzikie.

    A co do bociana - słusznie, słusznie. Mea pulpa.

    OdpowiedzUsuń
  3. Sorry, edit: Nie chodziło mi o Barriego (Jamesa Matthew, tego od Piotrusia Pana) tylko o Curwooda (Jamesa Olivera, tego od "Bariego, Syna Szarej Wilczycy"). Coś mi się w pośpiechu pozajączkowały tytuły książek z nazwiskami autorów :-)
    Z lubianych przeze mnie za młodu pisarzy, którzy bardzo ciepło pisali o wilkach, dodałbym jeszcze Rudyarda Kiplinga i jego "Księgę Dżungli".

    OdpowiedzUsuń
  4. "przyjaźń między różnymi sprzecznymi zwierzętami":D Przepraszam, ale mię zatkało na chwilę.

    Więc może w ogóle należy puszczać programy przyrodnicze po 23, bądź tak jak w programach BBC przed dowolnym serialem umieszczać ogłoszenie, że "sceny mogą zawierać przemoc" (= np. kopnięcie w krzesło, uderzenie dłonią w stół)? Bo dzieci zobaczą jak lew zjada antylopę i nie będą mogły zasnąć, będą zadawać rodzicom PYTANIA i ich tym denerwować. Rodzice nie lubią takich niezręcznych sytuacji.

    Tak czy owak ilustracja bardzo ładna.

    OdpowiedzUsuń
  5. Dziękuję.

    "Przyjaźń między różnymi sprzecznymi zwierzętami" to naturalnie cytat z "Piosenki o Sokole Wędrownym" kabaretu Mumio. Niestety nie mogłem znaleźć w necie oryginalnego wykonania, więc nie służę linkiem tym razem :-(

    OdpowiedzUsuń
  6. Nie będę się powtarzać, ale tylko ja wiem ile czasu spędziłam w księgarniach przegrzebując sterty książeczek dla dzieci nad którymi ilustracjami nie miałabym ochotę wydłubać sobie oczu z rozpaczy :( Najgorzej ma się pod tym względem klasyka - wiersze i baśnie dla dzieci.

    Ale za to miałam okazję obejrzeć film "Where The Wild Things"... nie wiedziałam że to ekranizacja książeczki. Teraz wiem :) Film mnie kompletnie zauroczył. Ale jak widać choćby po idiotycznej recenzji umieszczonej na filmwebie nie spotkał się ze zrozumieniem. W sumie to bardzo smutne :(

    OdpowiedzUsuń
  7. aaa, nie wiedziałam, że to z Mumio (trochę wstyd). Myślałam, że to cytat z badań focusowych;)

    Właśnie przyjrzałam się sowie - ma uroczo znudzony wyraz twarzy!:] I dziób, jakby mówiła: eeeeeeeeech...

    OdpowiedzUsuń
  8. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
  9. O rany, przecież od razu było jasne że wilk ma być uśmiechnięty a dzik (co najwyżej) zamyślony. Ale nie może myśleć o jedzeniu.

    OdpowiedzUsuń
  10. wiem o czym piszesz Adam....ubolewam że tak mało ludzi to rozumie ile lat minie nim to się zmieni ???????????? ;)

    OdpowiedzUsuń
  11. heheh to nie tylko tak z ksiazkami dla dzieci :) Ja mam taki sam ubaw z tureckimi klientami (chociaz moze tam tez mentalnosc dziecieca czesto sie pojawia). Dobry przyklad:

    Robilem reklame dla THY (Tureckich Linii Lotniczych) gdzie samolot lecial sobie w chmurach a kamera pokazywala najpierw ogon (z logo linii) a potem kolejne okna samolotu. Dostalem od klienta taki komentarz:

    "Samolot leci do tylu. Nasze samoloty lataja tylko do przodu i nie mozna w reklamie pokazywac, ze jest inaczej".

    No dobra, zmienilem troche ustawienia kamery, zrobilem kilka zblizen na kabine pilotow itp. Typowe ujecia co ciekawszych fragmentow samolotu. Przyszedl komentarz kolejny:

    "Samoloty w tej reklamie sa zepsute/zlamane (broken). Nasze samoloty sie nie psuja. Nie wolno pokazywac tylko fragmentu samolotu na raz, bo wyglada to jakby reszty nie bylo".

    Tak sobie pomyslalem jaki to musi byc horror dla tych ludzi gdy zobacza czyjes zdjecie w paszporcie. ("Boze! Ucieli facetowi glowe!").

    A co do dzieci - z takim traktowaniem za pare lat typowe beda zawaly serca u cztero-latkow spowodowane pierwszym zetknieciem sie ze szczekajacym psem.

    Dzik jest grzeczny, ulizany,
    Moze i wykastrowany,
    W lesie mozna na dzika trafic
    ale lepiej w domu, na National Geographic.

    OdpowiedzUsuń
  12. W National Geographic pokazują straszliwe niedźwiedzie rozszarpujące gardła ludziom.
    Nieokiełznane siły natury, zwierzęta które są głodne i polują, tak jest było i będzie....Jak Pani przedszkolanka tłumaczy to małej Oli w przedszkolu pełnym miłych książek o grzecznych zwierzątkach.

    OdpowiedzUsuń
  13. @ Ikar: Film jest świetny, obejrzałem go kilka dni temu, i im więcej o nim myślę, tym bardziej mi się podoba, i tym bardziej mam ochotę obejrzeć go znowu. W ogóle czuję duchowe powinowactwo z Carolem, tym rogatym stworem, który najpierw pracowicie budował piękną makietę, a potem ją zdemolował pod wpływem chwili. Tak, jestem smutnym potworem :-)

    @ Monika Pełtak: Naiwnie myślałem, że to już się zaczęło zmieniać, ale chyba jednak nie. Nie wiem, czemu tak jest. Mam kilka prywatnych teorii, ale jak się nad nimi zastanawiam, to są jednak okropnie niepoprawne politycznie, ba, wręcz seksistowskie. No bo co byś powiedziała na takie dictum, że polska książka dziecięca jest obecnie domeną w znakomitej większości kobiecą, większość wydawców to wydawczynie, autorów to autorki, a ilustratorów to ilustratorki, a kobiety (przepraszam za krzywdzące uogólnianie) zazwyczaj jakoś tak są uwarunkowane, żeby dzieci chronić przed każdą rzeczą potencjalnie niebezpieczną bądź przykrą, żeby było ogólnie ładnie, jasno, czysto, ciepło i bezpiecznie. Żeby chłopaki nie łobuzowały, nie łaziły po drzewach, nie strzelały kamieniami z procy i nie tłukły między sobą, tylko żeby się ładnie bawiły z dziewczynkami w dom i tym samym przysposabiały do roli przyszłych odpowiedzialnych, wrażliwych i pozbawionych agresji partnerów.
    Sam się czuję zażenowany, pisząc takie kąśliwości, zdaję sobie sprawę, że coś takiego to mógłby jakiś prawicowy publicysta propisowski napisać, ale czy coś nie jest mimo wszystko na rzeczy? Może gdyby we współczesnej polskiej książce dziecięcej było nieco więcej pierwiastka męskiego, wszystko wyglądałoby trochę inaczej? Mielibyśmy może wreszcie jakieś publikacje nieco mniej zachowawcze, jak choćby wspomniane przeze mnie "Where The Wild Things Are" Sendaka. W tej uroczej książeczce autor wprost mówi o tym, że dzieci mają w sobie wielkie pokłady agresji i złości, i że jakoś sobie z nimi muszą radzić, choćby wymyślając okropne dzikie straszydła i szalejąc z nimi po wymyślonym lesie.
    Tymczasem obowiązujący trend jest, jaki jest. Dzieci to słodkie, niewinne istotki, skarbunie mamuni, pozbawione jakiejkolwiek mroczniejszej strony.
    Ale co ja się będę wymądrzał, już i tak wyszedłem na męskiego szowinistę.

    @ Daniel: No tak, po tylu latach w tym zawodzie faktycznie powinienem był wiedzieć. Ale zawsze mnie coś takiego jednak zaskakuje :-)

    @ Chee: Powinienem w sumie dziękować Allahowi, że nie pracuję dla tureckich klientów. Bardzo ładny wierszyk, notabene.

    OdpowiedzUsuń
  14. Heheh, dopiero teraz sie zorientowalem ze na zony koncie byle piszac komentarz. Chee to Quba jakby co :)

    OdpowiedzUsuń
  15. Taaak, ja jako szczyl uwielbiałam parszywe stwory, kłaczate wilki, dziadów z worem :) Dzieciaki uwielbiają się BAĆ!!!Porządne banie, to jest dopiero cymes, a nie jakies tam disneyowskie landryny.
    Małe fajne strachanie, bardziej przygotowuje Osobnika Młodego do tej podłej walki na kły i pazury jaką jest tzw,,lajf" - bez dwóch zdań.
    No moze przegiął Stanny i Strumiłło z ilustracjami Andersena. To jest dopiero hardcore.

    OdpowiedzUsuń
  16. @Quba - No, domyśliłem się. Ilu jeszcze może być polskojęzycznych specjalistów od motion graphic mających doświadczenia z tureckimi klientami? ;-)

    @Monika Pełtak - kamień spadł mi z serca, że się zgadzasz, bo nieco martwiłem się, że wyszedłem na mizogyna, którym absolutnie nie jestem. Uważam tylko, że powinno być miejsce i dla książek milusich i dla milusich nieco mniej, bo inaczej chłopcy uznają książki za rzecz "dziewczyńską" i nudną, i całkowicie przesiądą się na gry komputerowe, w których godzinami będą mogli gromić orków i inne poczwary.

    @DzikiMouse: Przeginał to Stasys, zwłaszcza jak ilustrował bajki Pierre'a Gripari. To był dopiero hardcore - chory, dziwny, smutny i przerażający. Koszmary miało się po takich książkach. Czad.

    OdpowiedzUsuń
  17. Apropo filmu - przez chwilę po obejrzeniu myślałam, że to był film skandynawski :)))
    U nas w domu już się mówi: "tak Cię kocham, że Cie nie zjadłam".

    OdpowiedzUsuń