W przerwie między prezentacją kolejnych ilustracji do wierszy Juliana Tuwima - mój gwiezdnowojenny fanart, wykonany na prośbę pewnego młodego człowieka, który przypadkiem nie tylko jest moim imiennikiem, ale również podziela moją sympatię do pewnego niedużego, zielonego muppeta, posiadającego rzadką umiejętność wyciągania x-wingów z bagna bez użycia żadnych narzędzi.
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą hommages. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą hommages. Pokaż wszystkie posty
sobota, 8 września 2012
środa, 7 grudnia 2011
Triceps Rembrandta
Silna ekipa tworząca komiksowy zin Biceps zwróciła się do mnie jakiś czas temu z prośbą o narysowanie ilustracji na okładkę do pierwszego numeru ich kolejnego projektu pt. Triceps. Dostałem (co mi się ostatnio nader rzadko zdarza) całkowicie wolną rękę i nieograniczony kredyt zaufania, a jedyną wytyczną było, żebym nawiązał do jakiegoś znanego dzieła sztuki wysokiej i żeby pojawił się tam mięsień trójgłowy ramienia. No to proszę:
Okładkę w wersji finalnej można obejrzeć tutaj.
sobota, 26 listopada 2011
Filc
Odwiedziła nas w Ankarze nasza przyjaciółka Grażyna Rigall, znakomita ilustratorka, malarka i lalkarka. Razem z Agą (a.k.a. Moją Żoną) od kilku dni bawią się kolorowymi filcami, tworząc przeróżne cudeńka; atmosfera w domu jest jak w kurpiowskiej chacie, brakuje tylko, żeby siedziały w strojach regionalnych i nuciły sobie "U prząśniczki siedzą jak anioł dzieweczki, przędą sobie przędą jedwabne niteczki".
Nie potrafię niestety szyć (to znaczy - urwany guzik sobie sam przyszyję, bez przesady, ale tajniki haftu i obrębiania są mi całkowicie obce), więc nie bardzo biorę udział w tym szale twórczym, tym niemniej naszkicowałem parę projektów, które nawet doczekały się realizacji:
Kapitana z lewej uszyła Grażynka, a tego z prawej - Agunia (a.k.a. Moja Żona)
Bukę z książek Tove Jansson zaprojektowałem i wyciąłem sam, ale zszyła i ozdobiła koralikami Grażyna. Pawiana według mojego szkicu i koncepcji kolorystycznej zrobiła Agnieszka (a.k.a. Moja Żona).
niedziela, 19 września 2010
czwartek, 6 maja 2010
wtorek, 16 marca 2010
piątek, 26 lutego 2010
Dostałem prezent!
Gözde Liman, moja studentka z klasy ilustracji, wyrzeźbiła dla mnie w modelinie ten bardzo ładny portret postaci, której miałem nadzieję już nigdy więcej nie oglądać. Rysowałem tego typa o kilka razy za dużo, i obrzydł mi serdecznie, no ale najwyraźniej była to dość chwytliwa kreacja, bo co jakiś czas wraca do mnie jak zły szeląg.
Tak czy inaczej, gest był ogromnie miły, a i sama robótka bardzo porządna - sam bym lepiej nie ulepił.
Tak czy inaczej, gest był ogromnie miły, a i sama robótka bardzo porządna - sam bym lepiej nie ulepił.
środa, 11 listopada 2009
niedziela, 2 sierpnia 2009
czwartek, 30 kwietnia 2009
Pan będzie łaskaw
Dzisiaj studenci pracowali nad zadaniem zainspirowanym twórczością jednego z moich ulubionych artystów - Slinkachu.
Zadanie polegało na ustawieniu na terenie kampusu miniaturowych figurek, których używa się w makietach, dioramach i modelach, i zrobieniu im dwóch zdjęć - jednego makro, a drugiego z naszej ludzkiej, gargantuicznej perspektywy.
Figurki takie można było nabyć w pobliskim sklepie papierniczo-plastycznym, aczkolwiek niepomalowane. Żeby dać dobry przykład, sam pomalowałem naprędce dwie (inaczej studenci nigdy by nie uwierzyli, że to jest w ogóle możliwe). Naturalnie nie mogłem się oprzeć pokusie, żeby podczas przerwy na lunch też nie zrobić swojego małego, skromnego hommage'u dla Slinkachu, mimo wyraźnej dezaprobaty w spojrzeniu Mojej Żony.
Niestety, muszę przyznać, że niektórzy ze studentów mieli zdecydowanie bardziej interesujące i oryginalne pomysły, niż ten powyżej. Co mnie w sumie jednak cieszy, bo przecież tak właśnie powinno być.
Figurki takie można było nabyć w pobliskim sklepie papierniczo-plastycznym, aczkolwiek niepomalowane. Żeby dać dobry przykład, sam pomalowałem naprędce dwie (inaczej studenci nigdy by nie uwierzyli, że to jest w ogóle możliwe). Naturalnie nie mogłem się oprzeć pokusie, żeby podczas przerwy na lunch też nie zrobić swojego małego, skromnego hommage'u dla Slinkachu, mimo wyraźnej dezaprobaty w spojrzeniu Mojej Żony.
Niestety, muszę przyznać, że niektórzy ze studentów mieli zdecydowanie bardziej interesujące i oryginalne pomysły, niż ten powyżej. Co mnie w sumie jednak cieszy, bo przecież tak właśnie powinno być.
wtorek, 28 kwietnia 2009
środa, 25 lutego 2009
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)

















