środa, 25 grudnia 2013

Herbatka z Karaibów

Nic nigdy nie budziło takiej grozy na morzach i oceanach, jak złowrogi kubek straszliwego Edwarda Teacha, zwanego Czarnobrodym.

PS. Dzięki, Karolina!

wtorek, 24 grudnia 2013

Natale hilare et ceatera

Wesołości świątecznej 
i pomyślności noworocznej

życzy 

Kapitan Kamikaze
z Załogą

sobota, 7 grudnia 2013

Alaska

Dzisiaj mapa (z listopadowego numeru NGT) miejsca, które, choć lodowate, rozpalało onegdaj moją pacholęcą wyobraźnię za sprawą książek Jacka Londona, Jamesa Olivera Curwooda oraz komiksu Szarloty Pawel o przygodach Kleksa. Dla porządku dodam, że popularny w latach dziewięćdziesiątych serial o popapranych Alaskańczykach latających awionetkami bądź plotących banały przez lokalny radiowęzeł nigdy nie zyskał mojego uznania; rzekłbym, że wprost przeciwnie.

Sprawiłem sobie jakiś czas temu nowe narządko do rysowania, z którego jestem bardzo zadowolony - nim to właśnie narysowałem/namalowałem obrazki na mapie. Pokazuję je powiększone w oryginalnej wersji czarno-białej, bo moim zdaniem wyglądają tak lepiej, niż po pokolorowaniu.




piątek, 8 listopada 2013

Fauna środkowoeuropejska

Ta ilustracja powstała blisko rok temu i miała być wykorzystana jako puzzle o walorach edukacyjnych. Niestety, tak się nie stało, bo niewidzialna ręka rynku udaremniła plany wydawnicze mojej klientki, odbierając jej środki finansowe na produkcję rzeczonej układanki.
Jest to w sumie dość smutny przykład zgasłej w powiciu ilustracji - wypieszczonej, skończonej, zapłaconej (gdyby ktoś miał wątpliwości), ale nigdy nie wypuszczonej do ludzi. 
Wstawiam tutaj, żeby się już doszczętnie nie zmarnowała. Nie chodzi o moje niespełnione ambicje, ale zwierząt mi żal, tak zwyczajnie, po ludzku, no.

poniedziałek, 28 października 2013

Waterworld

 Admirał Ackbar jest istotą niezwykle rodzinną...

 ...więc każdą chwilę wolną od morderczych zmagań z flotą imperialnych niszczycieli...

...stara się spędzać wśród krewnych i znajomych na swej ojczystej planecie Mon Calamari.

niedziela, 27 października 2013

Piktorałki

Rok akademicki na Bilkencie trwa już od ponad miesiąca i przez cały ten czas zadręczam studentów drugiego roku rozmaitymi szybkimi zadankami, do zrobienia w zasadzie w trakcie jednej pięciogodzinnej sesji w studiu. Zakładając z góry, że na pierwszym roku nie nauczyli się niczego, a nawet jeśli się czegoś nauczyli, to i tak zapomnieli, na sam początek przygotowałem kilka ćwiczeń mających sprawdzić ich wizualną wyobraźnię i umiejętność tworzenia prostych piktogramów z geometrycznych kształtów. Zanim jednak dałem każde z zadań studentom do rozwiązania, przetestowałem je sam na sobie, żeby sprawdzić ich, hmm... grywalność.

Zacząłem od klasycznej chińskiej łamigłówki - tangramu. Z siedmiu figur geometrycznych powstałych z podziału kwadratu należało ułożyć jak najwięcej (minimum sześć, ale tak naprawdę - ile kto zdolił) piktogramów. Uczciwie powiem, że te szare na obrazku, to wzory, które zrobił już wcześniej kto inny; natomiast czarne wymyśliłem sam, bądź to od zera, bądź modyfikując już istniejące układy. Okazało się to bardzo uzależniająca zabawą, a i studenci poradzili sobie z zadaniem nadspodziewanie dobrze.
 
 Następne zadanie polegało na ułożeniu trzydziestu pięciu piktogramów wykorzystując tylko trzy figury geometryczne: kwadrat, koło i trójkąt. Dla ułatwienia, trójkąt mógł mieć dowolne proporcje boków, byle był równoramienny albo prostokątny, a i kwadrat można było przekształcić w prostokąt w razie potrzeby.
Studenci się męczyli, a i ja w tym czasie nie próżnowałem:

 Wreszcie ćwiczonko, które było raptem przygrywką do innego, nieco bardziej skomplikowanego zadania.
Należało zmajstrować przynajmniej dziesięć postaci ludzkich bądź zwierzęcych wykorzystując jedynie glify z czcionki Myriad Pro, przy czym oprócz klasycznego fontu można było użyć też odmian bold i italic. Dopuszczalne kolory: czarny i czerwony.
Moje były takie:

Studenci dali radę. 
Nie chcę na razie zapeszać, ale wszystko wskazuje na to, że po dwóch latach koszmaru, jakim było uczenie i prowadzenie do, pożal się Boże, dyplomów odmóżdżonych leni z czwartego roku, szczęście wreszcie się do mnie uśmiechnęło, oddając mi pod opiekę miłą, sympatyczną, dość pracowitą i całkiem niegłupią grupę. Zauważyłem, że uczenie znowu daje mi więcej przyjemności niż frustracji.
Oby tak dalej.

wtorek, 24 września 2013

N.Y.

Start spreading the news
I am leaving today
I want to be a part of it
New York, New York


These vagabond shoes
They are longing to stray
Right through the very heart of it
New York, New York


I want to wake up in that city
That doesn't sleep
And find I'm king of the hill
Top of the heap


My little town blues
They are melting away
I gonna make a brand new start of it
In old New York


If I can make it there
I'll make it anywhere
It's up to you
New York, New York 


Zawsze chciałem tam pojechać i jakoś nigdy nie było okazji. To przynajmniej narysowałem mapkę do najnowszego numeru National Geographic Traveler.

piątek, 13 września 2013

Sto dziewiętnaste urodziny Juliana Tuwima

Julian Tuwim
13. 09. 1894 - 27. 12. 1953 

O mały włos bym przegapił. 
Wszystkiego najlepszego, Panie Julianie.

sobota, 31 sierpnia 2013

Robot walk

R2D2 i C3PO przypominają, że regularne spacery na świeżym powietrzu zapobiegają przepalaniu się podstawowych układów motorycznych oraz znacząco podnoszą wydajność centralnego procesora i pamięci operacyjnej. Innymi słowy: w zdrowym hardware zdrowy software.

piątek, 16 sierpnia 2013

Turcja

W ramach remanentów - ilustrowana mapa, która dawno-przedawno (w maju? W kwietniu?) ukazała się w National Geographic Traveler. Zaniedbałem wrzucanie map na bloga, bo w pewnym momencie zaczęło to wyglądać jakbym nic innego prócz tych ilustracji dla NGT nie robił, co przecież jest nieprawdą; nota bene mam zamiar to w nadchodzącym czasie udowodnić.
Tymczasem gdzieś tam na dysku pokrywa się cyfrowym kurzem jeszcze parę mapek, o ile pamiętam Katalonii, Nowej Zelandii, Hawajów i Filipin; może kiedyś je Państwu zaprezentuję. Póki co - Turcja, kraj słynący z pięknych krajobrazów, przemiłych ludzi, gazu łzawiącego, wąsów, kiepskich win, zasolonego na śmierć twarogu i niejadalnych wędlin. Turcja, moja Hassliebling już od sześciu lat...

czwartek, 20 czerwca 2013

Z tej powiastki morał w tym sposobie

Dzisiaj upływa 220. rocznica urodzin Aleksandra Fredry, a ja właśnie dopiero co skończyłem pracę nad książeczką z wierszami dla dzieci Pana Hrabiego, która jesienią ukaże się nakładem wydawnictwa Bajka.
Książeczka będzie miała tytuł "Paweł i Gaweł", ale znajdzie się w niej jeszcze siedem innych wierszy, tych bardzo znanych i tych mniej też.
Ponieważ dostałem pozwoleństwo, żeby pokazać na blogu część plonów mojej orki na hrabiowskich zagonach zanim książeczka pojawi się w księgarniach, proszę uprzejmie:









poniedziałek, 27 maja 2013

Tymczasem w Ankarze

 Przeszło tydzień temu (rany, ależ ja mam refleks) na Targach Książki w Warszawie miała miejsce premiera książki Kolorowe Miasta / Coloured Cities wydanej przez IllustrateYourself.com Gallery i Tashka Publishing, w której nieoceniony Jakub Mazerant zebrał prace czternastu ilustratorów poświęcone zamieszkiwanym przez nich miastom.
Znalazłem się w tym znamienitym gronie i ja ze swoją brzydką i nudną Ankarą. Ilustracje są czarno-białe, ponieważ Kolorowe Miasta to książka do kolorowania, tytuł jest zatem cokolwiek przewrotny.

Bazar na Ulusie; na pierwszym planie sprzedawca kuruyem, czyli wszelkiego rodzaju orzeszków, suszonych owoców i innych podgryzaków.

 Wewnętrzny dziedziniec uluskiej cytadeli.Niektóre z postaci przechadzających się po murach mają swoje odpowiedniki w rzeczywistości.

Okolice Sıhhiye i Kızılay. Sprzedawca simitów, czyli obwarzanków z sezamem i ciąg dolmuşy, podstawowego środka komunikacji w Ankarze. Ten dolmuş w środku jedzie na Bilkent, więc za dwa liry mogę się nim zabrać z centrum do domu.

Muzeum Cywilizacji Anatolijskich, znajdujące się w budynku zabytkowego hamamu, czyli tureckiej łaźni. zdecydowanie najbardziej godne zwiedzenia miejsce w Stolicy. Niestety, żeby nie było za słodko, od dwóch lat Muzeum przechodzi generalny remont, więc jedynie jedna piąta ekspozycji jest dostępna dla publiczności, przy czym cena biletów bynajmniej nie uległa redukcji.
Tak więc - normalnie jest to wypas, ale dopóki remont się nie skończy - można sobie odpuścić.

piątek, 17 maja 2013

Happiness is a warm gun


Place de l'Etoile, Bejrut

środa, 8 maja 2013

Bejrut na piechotę - część druga

 Kolejna porcja widoczków bejruckich. Gdyby nie napisy po arabsku, można by pomyśleć, że to miasto leży gdzieś na południu Europy, a nie w Lewancie. Nota bene Bejrut bywa nazywany jest "Paryżem Bliskiego Wschodu" i chyba bardziej zasługuje na tę nazwę niż Warszawa, która dumnie i na wyrost tytułuje się "Paryżem Północy"...










środa, 1 maja 2013

Bejrut na piechotę - część pierwsza

Mój pobyt w Bejrucie był tak intensywny i interesujący, ze szkoda mi było czasu na wybieranie i obrabianie zdjęć na bloga, zostawiając to sobie na później, kiedy już wrócę do Ankary. Tak się też stało, więc niniejszym przedstawiam pierwszą partię zdjęć z miasta, w którym się bezwarunkowo zakochałem.
W porównaniu z Bejrutem Ankara ma akurat tyle uroku co koszary skrzyżowane z urzędem skarbowym.





Obok nowych budynków można zobaczyć również te wciąż noszące ślady wojny. Po prawej - ruina Holiday Inn, w którym w 1975 roku znajdowały się gniazda snajperów.



Te budynki z arkadowymi podcieniami to stary suk, obecnie przerobiony na raczej bezduszne centrum handlowe. Przez chwilę miałem wrażenie, że jestem w Bolonii...

CDN.