Pokazywanie postów oznaczonych etykietą życie kulturalne. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą życie kulturalne. Pokaż wszystkie posty

piątek, 4 listopada 2011

Szkło laboratoryjne

Naczynka z komnaty alchemicznej króla Zygmunta III Wazy. 
Dziś o 17:00 w Centrum Wystawowo-Konferencyjnym Zamku Królewskiego na Wawelu odbędzie się otwarcie wystawy pokonkursowej „Legendy Wawelskie”. Strasznie żałuję, że mnie tam nie będzie, bo wystawa, sądząc ze składu wystawiaczy, powinna być wysokiej klasy, no a poza tym, Kraków, ech, Kraków... W melancholijnej listopadowej mgiełce... Knajpy na Kazimierzu... 
No i Targi Książki przecież. A ja tymczasem tkwię jak jaki kołek w tej cholernej Ankarze. Chlip.
Czy koleżanka Justyna, ze wszystkich znanych mi czytelników bloga do Wawelu mająca chyba najbliżej (geograficznie), zechciałaby się wybrać na wystawę, a potem zdać może jakąś krótką relację, czy fajna, czy niefajna? Pliz?

czwartek, 27 października 2011

Zawisnę na Wawelu

 Ponieważ na stronie internetowej Zamku Królewskiego na Wawelu pojawiły się już oficjalnie nazwiska ilustratorów, których prace zakwalifikowały się do wystawy będącej pokłosiem konkursu "Legendy Wawelskie", mogę się pochwalić, że i moje wypociny się załapały do tego prześwietnego towarzystwa i będą wisiały tam, gdzie onegdaj polscy królowie chadzali piechotą... Jakoś mi niezgrabnie to ostatnie sformułowanie wyszło, ale co tam. Przynajmniej darowałem sobie niestosowną i co gorsza wyświechtaną aluzję do zimnego piwa pewnej popularnej w Polsce marki.

Oto ilustracje do legendy o alchemicznej komnacie króla Zygmunta III Wazy i o przebiegłym alchemiku Sędziwoju. Na ilustracji powyżej: król Zyga usiłuje przemienić ołów w złoto pod czujnym spojrzeniem Michała Sędziwoja.

A tutaj przypominający trochę Batmana Sędziwój pędzi co tchu na zamek, żeby przeszkodzić królowi w odkryciu formuły uzyskania złota z mniej szlachetnych metali, co mogłoby mieć trudne do przewidzenia skutki ekonomiczne w skali globalnej. 

Na ostatnim obrazku Michał Sędziwój ze złowieszczym uśmiechem przygląda się skutkom sabotażu, którego dopuścił się w królewskiej komnacie alchemicznej. Cały eksperyment i wyposażenie laboratorium szlag trafił, dobrze że król w kluczowym momencie akurat na chwilkę musiał wyjść (piechotą), bo ani chybi konieczna byłaby kolejna elekcja. Z drugiej strony - może wtedy Kraków nadal byłby stolicą?
A przy okazji zastanawia mnie, na jakie młyny wodą były knowania niecnego Sędziwoja, który z cyniczną premedytacją nie dopuścił, by katolicka Polska stała się z dnia na dzień wszechświatową potęgą gospodarczą, posiadającą monopol na wytwarzanie złota? Na pasku jakiego mocarstwa chodził ten podły szubrawiec? Protestanckiej Szwecji Karola Sudermańskiego? Prawosławnej Moskwy? Imperium Osmańskiego?!

Wystawę będzie można zobaczyć w Centrum Wystawowo-Konferencyjnym Zamku Królewskiego na Wawelu od 4 listopada do 30 grudnia.

wtorek, 31 maja 2011

LodzErr Brus Band

Jeżeli ktoś z p.t. Czytelników i Oglądaczy będzie przypadkiem jutro w Łodzi, i nie będzie miał akurat nic straszliwie pilnego i absolutnie nie cierpiącego zwłoki  do zrobienia, powinien wybrać się o siódmej wieczorem do Miejskiego Punktu Kultury PREXER UŁ przy ulicy Pomorskiej 39/41 i posłuchać koncertu zespołu Michała Kędzierskiego, ostatniego z prawdziwych ludzi renesansu, poety, aforysty, grafika, działacza społecznego, promotora kultury, znawcy sztuki, Allah jeden wie co jeszcze, i jakby tego było mało - znakomitego gitarzysty bluesowego.
Niestety, nie uda mi się dotrzeć nawet w przybliżeniu w okolice Łodzi, więc na koncercie nie będę, ale gdyby ktoś z Państwa poszedł i podzielił się ze mną potem swoją relacją, to bardzo bym się ucieszył. Może nawet uda się komuś wypatrzyć na poobijanym (podobno) stratocasterze Michała nalepkę z logotypem, który miałem przyjemność zaprojektować.

poniedziałek, 5 lipca 2010

The day after

Obywatelski obowiązek obywatelskim obowiązkiem, ale jak wiadomo all work and no play makes Jack a dull boy, zatem po oddaniu jak najbardziej ważnego głosu wybrałem się na ostatni dzień Open'era.
Spośród całej bogatej oferty festiwalu tak naprawdę interesował mnie jedynie (no, może nie jedynie, ale głównie) koncert The Dead Weather, czyli nowej formacji Jacka White'a. Nie jestem krytykiem muzycznym, i guzik się w sumie na muzyce znam, więc nawet nie będę próbował wysmażyć tu jakiejkolwiek recenzji, dość powiedzieć, że byłem absolutnie zdruzgotany (tu przepraszam za le mot vulgaire, ale żadne inne nie oddaje istoty rzeczy) zajebistością tego wydarzenia. Energia koncertu była taka, jakby Jack White i Alison Mosshart wspierani przez Deana Fertitę i Jacka Lawrence'a ustawili na scenie karabiny maszynowe i pruli seriami dźwięków w publiczność.
No i masz, jednak nie udało mi się nie uderzyć w tandetną metaforę. Przepraszam.

poniedziałek, 24 maja 2010

Wisi i straszy

Wystawa prac studentów z mojego kursu ilustracji. Mogło pewnie być lepiej, ale też z całą pewnością mogło być gorzej.

Kanciaste Ludki

 Bogowie i Demony, w głębi Koktajle

Koktajle

Karnawał Zwierząt

Pareidolia, w głębi A Cóż To?! i Dziwne Święta

Hybrydy

czwartek, 20 maja 2010

piątek, 3 lipca 2009

Hell, yeah.

Nieważne, jak dużo mam pracy. Nieważne, jak mało czasu. Idę.

niedziela, 3 maja 2009

Baba Zula








Baba Zula, stambulski zespół grający coś, co sami muzycy określają jako "Oriental Dub", koncertował w ubiegły czwartek w Ankarze w klubie IF.
Szkoda, że Państwo tego nie słyszeli.
Oglądać też było co; kiedy w pewnym momencie można było się spodziewać, że trzy identyczne Azjatki tańczące taniec brzucha to już maximum atrakcji, na scenie pojawiła się czwarta. Niestety, zbity (i rozentuzjazmowany) tłum oraz niedostatki moich umiejętności fotograficznych sprawiły, że niewiele z tego widać na zdjęciach, które, nie da się ukryć, wyszły mocno, ekhm, malarskie.
Przypadkiem jednak całkiem nieźle oddają klimat koncertu. Było dziwnie, transowo i ekscytująco.

PS. Jeżeli ktoś się zainteresował albo pozazdrościł, a nie wybiera się na razie do Turcji, to nic straconego: po koncercie przedarliśmy się z Żoną za kulisy, żeby chwilę pogadać z muzykami i (trochę obciach, ale co tam) poprosić ich o podpisanie płyty. Kiedy już im powiedzieliśmy, jak bardzo podobał nam się ich koncert (bardzo) i jak lubimy ich nagrania (też bardzo), przeszliśmy do obowiązkowego punktu w rozmowach Turków z obcokrajowcami, to znaczy opowiedzenia się skąd jesteśmy i co robimy w Ankarze. Gdy okazało się, że jesteśmy z Polski, Murat Ertel (to ten facet z sazem, co robi demoniczne miny) rozpromienił się i powiedział, że w czerwcu będą grać koncert w Warszawie.
Czyli - macie szansę sprawdzić ich osobiście. Warto.

wtorek, 24 lutego 2009

Otwarcie

W poniedziałkowy wieczór Agunia, przy okazji moja żona (gdyby ktoś jeszcze nie wiedział), otwierała swoją wystawę w galerii Sanatyapım w Ankarze.

Z zewnątrz wyglądało to tak...

... a od środka tak. Ku widocznemu zdziwieniu autorki, część gości rzeczywiście przyszła obejrzeć obrazy.

Niektórzy nawet reagowali na nie bardzo żywiołowo...

...ale byli też i tacy, którzy najwyraźniej duchem byli zupełnie gdzie indziej.

Na zakończenie: konkurs sobowtórów (nierozstrzygnięty).

poniedziałek, 23 lutego 2009

Dlaczego szturmowcy nie chodzą na wernisaże

- Idziesz? Podobno ma być fajna wystawa.
- Eee, nie wiem. Nie znam się na sztuce nowoczesnej, a poza tym przez ten hełm i tak mało co widzę.

czwartek, 12 lutego 2009

Koncert




Aga Zaryan et consortes wczoraj w klubie Manhattan; dostaliśmy zaproszenie z polskiej ambasady. Niespodziewanie całkiem przyjemny koncert, który pewnie byłby o wiele przyjemniejszy, gdyby Turasy przyszły posłuchać muzyki, a nie pokłapać jadaczkami. Poważnie, ten naród chyba fizycznie nie jest w stanie choćby przez chwilę wysiedzieć cicho w skupieniu, o ile ktoś nie stoi nad nimi z batem. Szwargoczą na pełny regulator cały czas, w dodatku wszyscy jednocześnie; nieważne, że ktoś się produkuje na scenie, nieważne, że ktoś próbuje słuchać. Hangi problem?
W sumie, dotarło do mnie ostatnio, że jedną trzecią tego, co mówię moim studentom na zajęciach można by streścić jednym zdaniem: "shut the fuck up".
Biedna Aga Zaryan.
Biedny i ja.

sobota, 31 stycznia 2009

Ostatnia okazja...

...na zobaczenie naprawdę świetnej wystawy w Tate Modern. Może niezbyt dużej, ale bardzo treściwej.