Place de l'Etoile, Bejrut
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą ludzie. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą ludzie. Pokaż wszystkie posty
piątek, 17 maja 2013
środa, 2 listopada 2011
piątek, 15 lipca 2011
wtorek, 31 maja 2011
LodzErr Brus Band
Jeżeli ktoś z p.t. Czytelników i Oglądaczy będzie przypadkiem jutro w Łodzi, i nie będzie miał akurat nic straszliwie pilnego i absolutnie nie cierpiącego zwłoki do zrobienia, powinien wybrać się o siódmej wieczorem do Miejskiego Punktu Kultury PREXER UŁ przy ulicy Pomorskiej 39/41 i posłuchać koncertu zespołu Michała Kędzierskiego, ostatniego z prawdziwych ludzi renesansu, poety, aforysty, grafika, działacza społecznego, promotora kultury, znawcy sztuki, Allah jeden wie co jeszcze, i jakby tego było mało - znakomitego gitarzysty bluesowego.Niestety, nie uda mi się dotrzeć nawet w przybliżeniu w okolice Łodzi, więc na koncercie nie będę, ale gdyby ktoś z Państwa poszedł i podzielił się ze mną potem swoją relacją, to bardzo bym się ucieszył. Może nawet uda się komuś wypatrzyć na poobijanym (podobno) stratocasterze Michała nalepkę z logotypem, który miałem przyjemność zaprojektować.
Etykiety:
ludzie,
ogłoszenia parafialne,
życie artystyczne,
życie kulturalne
czwartek, 21 kwietnia 2011
Beypazarczycy
Beypazari to małe, dość malownicze miasteczko położone jakieś sto kilometrów na zachód od Ankary, słynące z marchwi, wody mineralnej i osiemdziesięciowarstwowej baklavy (normalna baklava ma tylko czterdzieści warstw ciasta). Jest to miejsce bardzo popularne jako cel weekendowych wypraw ankarczyków, znużonych molochowatą nijakością stolicy, zatem w soboty na ulicznym bazarze i głównym ryneczku kłębi się tłum turystów kupujących lokalne wyroby - biżuterię, obrusy, drewniane zabawki (cepeliada wszędzie taka sama), słodycze i marchewkowy sok.
Jeśli jednak skręcić w jakąś mniej reprezentacyjną, boczną uliczkę, można poczuć senną, trochę nostalgiczną i bezczasową atmosferę tureckiej prowincji.
Jeśli jednak skręcić w jakąś mniej reprezentacyjną, boczną uliczkę, można poczuć senną, trochę nostalgiczną i bezczasową atmosferę tureckiej prowincji.
wtorek, 15 marca 2011
İstiklal Caddesi
Półtora tygodnia temu pojechaliśmy z Żoną na jeden dzień do Stambułu; oficjalnym powodem była chęć zobaczenia wystawy Fridy Kahlo i Diego Rivery, a tak naprawdę chodziło o to, żeby się trochę przewietrzyć i przewieźć cztery litery po circa 350 kilometrów w każdą stronę, bo już zaczęliśmy porastać mchem i grzybem w Ankarze. Czy było warto, biorąc pod uwagę, że mieliśmy raptem jakieś pięć godzin między wysięściem a wsięściem do autokaru linii Ulusoy, który wiózł nas sześć i pół godziny tam i kolejne sześć i pół godziny z powrotem, to już kwestia do dyskusji. Zwłaszcza, że wystawa raczej rozczarowująca.
Niemniej, wyrwać się z domu było miło, tym bardziej, że roboty miałem (i nadal mam) zatrzęsienie, a, jak wiadomo, obcyndalanie się sprawia najwięcej przyjemności, kiedy ma się bardzo dużo ważnych spraw na głowie. Tylko ten tłum na Beyoğlu! Hałaśliwy, depczący po butach, poszturchujący, przepychający się! Straszny!
Co zresztą widać na zdjęciu, przedstawiającym sobotnie marcowe popołudnie na İstiklal Caddesi, najpopularniejszym deptaku Stambułu. Mała ciekawostka - jego nazwa, przetłumaczona na polski, jest taka sama jak głównej przelotówki w moim rodzinnym Sopocie: Aleja Niepodległości.
wtorek, 19 października 2010
Çay
Kiedy po zajęciach jestem zmęczony i mało przychylnie nastawiony do świata (mniej więcej jak ta pani na zdjęciu powyżej) mało co tak poprawia mi samopoczucie jak stara dobra herbatka. Aczkolwiek, w domu nigdy nie piję tureckiego czaju w takich dziwnych małych szklaneczkach, tylko, jak każdy skundlony Wschodni Europejczyk, zalewam torebkę w uczciwym, pokaźnym kubasie.
Ten post jest cokolwiek pretensjonalny i, rzekłbym, bez sensu, ale to dlatego, że jeszcze nie wypiłem swojej wieczornej herby.
Przynajmniej zdjęcie jakoś się broni.
Ten post jest cokolwiek pretensjonalny i, rzekłbym, bez sensu, ale to dlatego, że jeszcze nie wypiłem swojej wieczornej herby.
Przynajmniej zdjęcie jakoś się broni.
sobota, 9 października 2010
niedziela, 19 września 2010
poniedziałek, 28 czerwca 2010
czwartek, 3 czerwca 2010
Hüzün
Orhan Pamuk w swojej książce o Stambule wprowadza hüzün jako pojęcie typowe dla tego miasta, kluczowe dla ogarnięcia jego specyfiki, i nierozerwalnie z nim związane. Hüzün znaczy dosłownie "smutek, melancholia", ale według tureckiego noblisty kwestia jest dużo bardziej zawiła; na blisko pięciuset stronach snuje on ("snuje" to nota bene słowo, które akurat dość dobrze oddaje ogół wrażeń towarzyszących tej lekturze) rozważania na temat tego czym właściwie stambulski hüzün jest i czym różni się od pokrewnych pojęć jak tristesse, spleen czy Weltschmerz.
Nie czuję się na siłach, żeby naświetlić w tym miejscu wszystkie subtelne odcienie znaczeń tego słowa, tym bardziej, że zrobił to już Pamuk, do którego wszystkich zainteresowanych (i wytrzymałych) odsyłam. W dużym, bardzo dużym i mocno niezdarnym uogólnieniu, jest to ten nieuchwytny rodzaj smutku, który ogarnia mieszkańca Stambułu patrzącego na sypiące się resztki ruin wspaniałych budowli, na materialną nędzę ciężko pracujących mieszkańców biednych przedmieść, na żałosne pozostałości dawnego imperium, na ogólny rozpad, zgniliznę i powolną, monotonną degrengoladę. Jest to przy tym doznanie raczej kolektywne niż indywidualne - według Pamuka "smutek Stambułu [...] jest czymś, co ludzie przeżywają wspólnie i wspólnie też afirmują".
Nie czuję się na siłach, żeby naświetlić w tym miejscu wszystkie subtelne odcienie znaczeń tego słowa, tym bardziej, że zrobił to już Pamuk, do którego wszystkich zainteresowanych (i wytrzymałych) odsyłam. W dużym, bardzo dużym i mocno niezdarnym uogólnieniu, jest to ten nieuchwytny rodzaj smutku, który ogarnia mieszkańca Stambułu patrzącego na sypiące się resztki ruin wspaniałych budowli, na materialną nędzę ciężko pracujących mieszkańców biednych przedmieść, na żałosne pozostałości dawnego imperium, na ogólny rozpad, zgniliznę i powolną, monotonną degrengoladę. Jest to przy tym doznanie raczej kolektywne niż indywidualne - według Pamuka "smutek Stambułu [...] jest czymś, co ludzie przeżywają wspólnie i wspólnie też afirmują".
Dla turysty, przyjeżdżającego do metropolii nad Bosforem na kilka zaledwie dni, doświadczenie hüzün jest właściwie niewykonalne, o ile nie został on już wcześniej wprowadzony w odpowiednio smętny nastrój - Stambuł jest bowiem miastem tak ludnym, gwarnym, pstrokatym i męczącym, że jednostki mniej skłonne do euforii i mniej zabawowe ogarnąć może w pewnym momencie raczej jakieś pełne zblazowania otępienie, ponure znużenie albo zgoła zniechęcenie, niż metafizyczny smutek.
Tym niemniej, próbowałem wytropić hüzün na ulicach, w brudnych zaułkach i na wodach Bosforu. Bez specjalnego powodzenia.
Może dlatego, że ja po prostu nie kupuję za bardzo tej rozwodnionej prozy Orhana Pamuka. To jednak smęciarz straszny jest.
Tym niemniej, próbowałem wytropić hüzün na ulicach, w brudnych zaułkach i na wodach Bosforu. Bez specjalnego powodzenia.
Może dlatego, że ja po prostu nie kupuję za bardzo tej rozwodnionej prozy Orhana Pamuka. To jednak smęciarz straszny jest.
niedziela, 21 marca 2010
niedziela, 14 marca 2010
Mury Cytadeli
Wznoszenie murów rozpoczęli Galatowie, dokończyli Rzymianie, a potem przyszli Ottomanowie i zabrali się za przebudowę. To pewnie właśnie oni jako budulca użyli kamienia pochodzącego z antycznych świątyń, a że raczej poza arabskim żadnego alfabetu nie znali...
środa, 10 marca 2010
wtorek, 9 marca 2010
środa, 6 stycznia 2010
piątek, 20 listopada 2009
Sprzątanie ekstremalne
Ten pan stał na gzymsie na wysokości trzeciego piętra i zamiatał - sam nie wiem co. Pety rzucone przez mieszkających wyżej młodych Amerykanów na studenckiej wymianie? Ptasie guano?
sobota, 31 października 2009
sobota, 10 października 2009
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)
















































