Cyknięte z okna.
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą pejzaż. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą pejzaż. Pokaż wszystkie posty
niedziela, 18 listopada 2012
piątek, 15 lipca 2011
wtorek, 5 lipca 2011
Łuna
To nie erupcja wulkanu...
...ani pożar lasu...
To nowy dzień trwogi i trudu świta dla Mordoru Ankary.
czwartek, 5 maja 2011
Spacer po Różowej Dolinie
Tytuł posta może budzić dwuznaczne skojarzenia, ale Różowa Dolina to po prostu nazwa jednego z najbardziej malowniczych miejsc w Kapadocji.
niedziela, 17 kwietnia 2011
Kapadocja bez koloru
Ostatnio udało mi się po raz kolejny pojechać do Kapadocji. Za każdym razem przywożę stamtąd całe gigabajty zdjęć; zresztą trudno inaczej - krajobraz jest tam tak bezwstydnie malowniczy, że nie sposób oprzeć się potrzebie uwieczniania po raz kolejny tych samych widoczków.
Tym razem, żeby była jednak jakaś odmiana, postanowiłem gros zdjęć zrobić w czerni i bieli. Nie wiem, czy miało to jakikolwiek sens, ale przynajmniej, jak powiedziała kiedyś pani sprzedawczyni w sklepie odzieżowym, komentując przymierzaną przeze mnie kurtkę, jest to "coś innego".
Edit: Żona się obruszyła, że ona też miała taki sam pomysł, żeby Kapadocję fotografować na czarno-biało, i na swoim blogu ma ładniejsze zdjęcia z tej wycieczki. No, ma.
wtorek, 15 marca 2011
İstiklal Caddesi
Półtora tygodnia temu pojechaliśmy z Żoną na jeden dzień do Stambułu; oficjalnym powodem była chęć zobaczenia wystawy Fridy Kahlo i Diego Rivery, a tak naprawdę chodziło o to, żeby się trochę przewietrzyć i przewieźć cztery litery po circa 350 kilometrów w każdą stronę, bo już zaczęliśmy porastać mchem i grzybem w Ankarze. Czy było warto, biorąc pod uwagę, że mieliśmy raptem jakieś pięć godzin między wysięściem a wsięściem do autokaru linii Ulusoy, który wiózł nas sześć i pół godziny tam i kolejne sześć i pół godziny z powrotem, to już kwestia do dyskusji. Zwłaszcza, że wystawa raczej rozczarowująca.
Niemniej, wyrwać się z domu było miło, tym bardziej, że roboty miałem (i nadal mam) zatrzęsienie, a, jak wiadomo, obcyndalanie się sprawia najwięcej przyjemności, kiedy ma się bardzo dużo ważnych spraw na głowie. Tylko ten tłum na Beyoğlu! Hałaśliwy, depczący po butach, poszturchujący, przepychający się! Straszny!
Co zresztą widać na zdjęciu, przedstawiającym sobotnie marcowe popołudnie na İstiklal Caddesi, najpopularniejszym deptaku Stambułu. Mała ciekawostka - jego nazwa, przetłumaczona na polski, jest taka sama jak głównej przelotówki w moim rodzinnym Sopocie: Aleja Niepodległości.
niedziela, 13 lutego 2011
Pałac zimowy
Zamek Uçhisar w Kapadocji. Stare zdjęcie, jedno z tych, które latami kisiłem na dysku, bo jakoś nie było sposobności, żeby je pokazać na blogu. Podobno w Polsce znowu spadł śnieg. Tutaj jakoś nic z tego.
Zresztą, tej zimy nie mam czasu na podróże; nic, tylko praca i praca. Nie, żebym się użalał. Po prostu - selawi.
Zresztą, tej zimy nie mam czasu na podróże; nic, tylko praca i praca. Nie, żebym się użalał. Po prostu - selawi.
niedziela, 30 stycznia 2011
Hu hu ha!
Podejrzewam, że Turecki Departament d/s Pogody i Klimatu czyta mojego bloga, bo wystarczy, że opublikuję na nim skargę na brak śniegu w zimie, a prawie natychmiast zaczyna sypać.
czwartek, 27 stycznia 2011
czwartek, 6 stycznia 2011
czwartek, 9 grudnia 2010
poniedziałek, 22 listopada 2010
poniedziałek, 18 października 2010
sobota, 9 października 2010
poniedziałek, 6 września 2010
Bosphorus
Oto kolejna na tym blogu porcja rzewnych i przesłodzonych widoczków z Miasta Konstantyna, pstrykniętych (z wyjątkiem ostatniego zdjęcia) z promu płynącego z Karaköy po stronie europejskiej na Kadıköy leżący już w Azji. Na Kadıköy, w czasach starożytnych zwany Chalcedonem, warto popłynąć nie tylko dla ładnych widoków, ale przede wszystkim, żeby zjeść fenomenalną pieczoną rybę za przystępną cenę.
Widok na Beyoğlu i Wieżę Galatasobota, 14 sierpnia 2010
czwartek, 15 lipca 2010
All the animals come out at night
Kiedy na umęczony upałem Sopot spłynie wreszcie wieczorny mrok, i tubylcy wraz z czeredą kolorowo ubranych letników, człapiących cały dzień kaczym krokiem w swoich źle dopasowanych klapkach, udadzą się wreszcie na spoczynek, miejskie parki, skwery i uliczki obejmują we swe władanie przedstawiciele lokalnej i napływowej fauny nocnej.
Powracający z hulanek spóźniony przechodzień może napotkać na przykład stadko niezupełnie trzeźwych młodzieńców pohukujących od czasu do czasu nieartykułowanie, objuczonych siatkami ze sklepów całodobowych, w których pobrzękują zdradziecko butelki z piwem. Zdarzają się też przycupnięte na ławkach bądź murkach zapłakane dziewczyny, które właśnie przeżywają silny atak bólu istnienia, rozmazujące wierzchem dłoni maskarę i rwącym się od szlochu głosem próbujące wysępić od kogoś papierosa.
Powracający z hulanek spóźniony przechodzień może napotkać na przykład stadko niezupełnie trzeźwych młodzieńców pohukujących od czasu do czasu nieartykułowanie, objuczonych siatkami ze sklepów całodobowych, w których pobrzękują zdradziecko butelki z piwem. Zdarzają się też przycupnięte na ławkach bądź murkach zapłakane dziewczyny, które właśnie przeżywają silny atak bólu istnienia, rozmazujące wierzchem dłoni maskarę i rwącym się od szlochu głosem próbujące wysępić od kogoś papierosa.
piątek, 25 czerwca 2010
niedziela, 20 czerwca 2010
Migawki z terenu
Być może część p.t. Czytelników i Oglądaczy już wie, że od dwóch tygodni jestem na wakacjach w Polsce. Zazwyczaj można mnie spotkać w moim rodzinnym Trójmieście, głównie w Sopocie, ale cały ubiegły tydzień spędziłem na kolejowych peregrynacjach po Polsce - najpierw do Warszawy, gdzie miałem do odebrania nagrodę (nb. pierwszą) za pewien obrazek, na który prześwietne jury spojrzało łaskawym okiem, a potem do Gliwic, w odwiedziny do Siostry, Szwagra i Siostrzeńca.
Oto przygarść widoczków, zebranych w myśl tezy zaczerpniętej od Seymoura Chwasta:
Oto przygarść widoczków, zebranych w myśl tezy zaczerpniętej od Seymoura Chwasta:
PS. Naprawdę bardzo mi głupio, że blog jest ostatnio przeze mnie traktowany tak po macoszemu. Podróże to oczywiście zawsze jakieś tam usprawiedliwienie, no ale mimo wszystko - wstyd. I pomyśleć, że kiedyś wrzucałem nowe posty codziennie...
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)

















































