Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Izmir. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Izmir. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 29 września 2009

Las Palmas

Rzeczą, którą najbardziej chyba lubię w Izmirze, są wszechobecne palmy.
Dla kogoś takiego jak ja, zrodzonego nad lodowatym, siwym Bałtykiem, te drzewa są idealnym symbolem dalekich podróży, słońca, ciepła, egzotycznych widoków, pięknych ludzi, nieróbstwa i joie de vivre. Może to i świadczy o moim tandetnym guście, ale tak już mam i koniec.





Oprócz prawdziwych, w Izmirze można napotkać również palmy z metalu...

... oraz Człowieka-Palmę.

czwartek, 24 września 2009

środa, 23 września 2009

Znów wędrujemy ciepłym krajem






A wieczorami w prądach zatok
noc liże morze słodką grzywą.
Jak miękkie gruszki brzmieje lato
wiatrem sparzone jak pokrzywą.
Przed fontannami perłowymi
noc winogrona gwiazd rozdaje.
Znów wędrujemy ciepłą ziemią,
znów wędrujemy ciepłym krajem.

wtorek, 28 kwietnia 2009

Bridget Riley revisited

Chodzenie po takim op-artowskim chodniku musi być koszmarem, jeśli ma się zespół obsesyjno-kompulsywny, albo wypiło się o jedno piwo za dużo.

niedziela, 5 kwietnia 2009

czwartek, 12 marca 2009

środa, 4 marca 2009

Izmir




Z trzech, dotychczas przeze mnie odwiedzonych, największych miast Turcji (Stambuł, Ankara i Izmir), tylko to ostatnie pokochałem bezwarunkowo i od pierwszego wejrzenia. Stambuł jest wprawdzie do obłędu zabytkowy i bardzo piękny, ale zarazem potwornie męczący i na dłuższą metę - przygnębiający. O Ankarze już kiedyś wspominałem, że to taka pięciomilionowa Bydgoszcz - molochowate, betonowe, bezduszne miasto, pełne urzędów i obiektów wojskowych.
Natomiast Izmir, mimo nowoczesnej zabudowy, jest ładny w bezpretensjonalny, śródziemnomorski sposób, pełen zieleni, otoczony górami, oliwnymi gajami, winnicami, cyprysami i cedrami. Wzdłuż nabrzeży ciągną się bulwary obsadzone palmami, a przy bulwarach - najrozmaitsze restauracje rybne, bary, puby i wszelkie inne tego typu przybytki, w których można dobrze zjeść, dobrze się napić, i nigdzie się nie śpieszyć. Poza tym, klimat jest tam wspaniały - pierwszego marca siedziałem z podwiniętymi rękawami w restauracyjnym ogródku, wcinałem levreka (takie rybsko), popijałem rakı, i temperatura była jak w Sopocie w ciepły czerwcowy wieczór.
My kind of town, jak śpiewał Franek S.

wtorek, 3 marca 2009

Jak się jechało

Po przebyciu zamarzniętych stepów Anatolii...

...zaśnieżonych gór...

...i dzikich ostępów...

...znalazłem się nagle...

... w zupełnie innej rzeczywistości.