wtorek, 7 kwietnia 2009

Karuzela czeka, wzywa nas z daleka....

Brr. Nie wiem do końca dlaczego, ale jak patrzę na to zdjęcie, przypominają mi się niektóre książki Stephena Kinga. Zwłaszcza "It".

5 komentarzy:

  1. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
  2. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
  3. A ja stawiam na "Shining", jeśli już jesteśmy w oryginalnej tytuologii.

    "Synek francuskiego konsula Arnie uwielbiał tę karuzelę. Szczególnie upodobał sobie czerwonego konika, którego nazwał Tomem. Czyścił zabawkę dwa razy dziennie migdałowym balsamem siostry, a gdy w lokalnej radiostacji zapowiadali chłodniejszą noc, okrywał Toma derką, którą znalazł w starej wozowni za hotelem.
    Nikt nie potrafi wytłumaczyć, dlaczego tamtego wieczora, gdy wszyscy byli na przyjęciu u konsula, karuzela zaczęła się kręcić tak szybko, jakby ktoś podłączył ją do prądu i dlaczego Arnie nie puścił konika. Znaleziono go martwego przed 22:00. Pęd powietrza był tak duży, że chłopiec zmarł z wyziębienia."

    Brr.

    PS.
    Nawet nie pytaj, dlaczego dwa razy usunąłem komentarz:)

    OdpowiedzUsuń
  4. Skoro jesteśmy w oryginalnej lisztomanii Mahlera i o kochankach muzyki mowa, to ze Stafka Kinga, jak i z Kena Russela osobiście stawiam na Clive'a Barkera.

    Znaczy, że ta karuzela odpowiednio poruszona (zasada podobna co w sejfie, że tyle to a tyle w prawo, a potem w lewo - tu Adam, wystaw sobie faceta ze stetoskopem osłuchującego huśtawkę ciemną nocą) otwiera przejście do wymiaru, gdzie mieszkają istoty ubrane (jak pisał mój ulubiony Kerouac spośród Ginsbergów czyli wuj Burroughs) w mundury z ludzkiej skóry, w których zamiast guzików są zęby, a podpinka, ach, ale nie pora teraz myśleć o podpince... I tak wystrojone towarzystwo rusza ku miastu, gdzie kusi ich smołowana dusza ochroniarza, któremu śni się były kochanek, ten sam, co znajdował upodobanie w podwieszaniu się za skórę, ten sam, co zginął podczas wypadku etc. i tak dalej.

    Jednym słowem i krótko mówiąc, na taką karuzelę dziecka bym raczej nie puścił.

    OdpowiedzUsuń
  5. O mój komentarz będzie prosty - karuzele, King, It - dokładnie TAK ! Sama metafizyka Karuzeli jest z gruntu lekko przegięta. Konie bywają upiorne i uśmiechają się dziwacznie.(szcerzą kły !!!!) Niby słodko i wesoło. A strasznie. Jak to bywa w najlepszych horrorach !Miałam karuzelę do zilustrowania i w reserczu znalazlam książkę ,,Haunted Merry - go -round" - od razu odpadły mi pastelkowe zapędy :)

    OdpowiedzUsuń